Młody człowiek z gitarą i wielkim pragnieniem niezależności w Warszawie drugiej połowy lat 80. ubiegłego wieku nie miał zbyt lekkiego życia. Ale mogło być ono ciekawe, o czym można przekonać się czytając „Annę oraz inne klubowe opowiastki”. Andrzej, autor i wykonawca piosenek literackich, to główny bohater niewątpliwie autobiograficznej prozy Sławomira Zygmunta. Zygmunt tworzy od lat autorskie utwory oraz wykonuje teksty innych (m.in. Baczyński, Stachura, Cohen, Dylan). Ów Andrzej, literackie alter ego autora, to także przeważnie narrator tytułowych „opowiastek”. Kto zna Sławomira Zygmunta, a także środowisko, które opisuje – ówczesny warszawski studencki klub „Hybrydy” – ten może traktować ten tomik jako cykl „opowieści z kluczem”. Takie wspomnienia jakże często niebezpiecznie skłaniają się ku łatwym sentymentom i rzewnie kombatanckim schematom. Autorowi takie pułapki udaje się przeważnie zręcznie omijać. Choć można rozszyfrować tożsamość większości pojawiających się tu postaci (tylko część występuje pod prawdziwymi nazwiskami), nie mamy tu do czynienia jedynie z prozą środowiskową, kolejnym zbiorem często zresztą smacznych anegdot. Choć te są nie do pogardzenia. Jak chociażby ta o gwałtownym starciu Wojciecha Młynarskiego z pewnym utytułowanym już podówczas twórcą piosenek niezbyt słusznie przekonanym o swym wielkim talencie, o którego rzekomym geniuszu Młynarski absolutnie nie jest przekonany. Widząc w owym wokaliście jedynie marnego epigona Jacka Kaczmarskiego wybuchnął trudnym do powstrzymania gniewem. Albo o Agnieszce Osieckiej, która pomiędzy jednym haustem alkoholu a drugim, wyrażała swój chyba szczery sceptycyzm wobec własnych kompetencji jurora, bo przecież nie poznała się na Korze i zupełnie nie mogła zrozumieć, dlaczego Jacek Kaczmarski tak bardzo krzyczy i wali w gitarę. Mamy tu wreszcie smutną w gruncie rzeczy historię opowiadającą o tym, jak narcystyczne przekonanie o własnej (złudnej) niepowtarzalności artystycznej, podlewane intensywnie alkoholem, zaprowadziło niejakiego Jacusia na moralne manowce, delikatnie rzecz ujmując. Na szczęście narrator nie wdziewa szat surowego moralisty, choć jego oceny nie pozostawiają wątpliwości. Zygmuntowi udało się dość sugestywnie oddać ów klimat pewnego moralnego półmroku i dziwacznych i trudnych do uniknięcia kompromisów (jak chociażby walka z cenzurą za pomocą czekoladek), które panowały u schyłku PRL-u. Z tych miniatur czystością tonu uderza zwłaszcza „Juliusz”, tekst opowiadający o skromnym muzyku, zawsze w biegu, dla którego podróże po całej Polsce są pewnego rodzaju kulturalną misją, choć pewnie tego głośno w ten sposób nie wyrażał. Misją, która kończy się niespodziewanie i nieodwołalnie w sposób dramatyczny. Nie ma w tych wszystkich utworach jednak spodziewanego inteligenckiego lamentu za rzekomym „złotym wiekiem”. Delikatne akcenty nostalgii równoważone są konkretnością, czasem cierpkiego, lekko ironicznego opisu ówczesnych realiów, zwłaszcza realiów – jak się wtedy mówiło – społeczno-kulturalnych.

Najciekawsza w tym tomie jest otwierająca go mikropowieść „Anna. Żydówka z Warszawy”, tekst, który świadczy o tym, że autora stać na pozbawioną przesadnych emocji autoanalizę, a także oddający dobrze klimat lat, w których, także to, co wyparte z indywidualnej i społecznej świadomości i podświadomości zyskiwało prawo istnienia. Mamy tu do czynienia ze swoistym melodramatem, ale przyczyny końcowego rozdzielenia bohaterów są, przeciwnie niż w melodramatach, złożone. Pierwsza z barier, która dzieli Annę i Andrzeja to owa żydowskość bohaterki, o której się początkowo mało mówi. Zygmuntowi udało się zdystansować na tyle od bohatera, by dostrzec, że jego fascynacja pewną obcością Anny wymieszana z intymną bliskością ma wiele odcieni. Urok tej bliskiej obcości, łączy się z erotyczną fascynacją oraz z półświadomym uleganiem obiegowym antysemickim stereotypom, a jednocześnie z nieudawanym gniewem na otwarty antysemityzm, którego i wtedy nie brakowało. Czego dostajemy wyraziste przykłady, także w środowisku uchodzącym za pełne inteligenckiej otwartości. Nie mamy tu tylko do czynienia ze spotkaniem, a czasem starciem dwóch odmiennych mentalności i analizą stłumionej tożsamości Anny, która z czasem coraz mocniej dochodzi do głosu. Ukazano tu szczerze jeszcze jeden bardzo istotny psychologicznie czynnik, który zaważył na losach tego związku. Bolesne i niechętne, może spóźnione dochodzenie Andrzeja do dojrzałości. „Niebieski ptak”, jak o sobie mówi Andrzej, za nic nie może zgodzić się na „kapcie”(a takie w pewnym momencie proponuje mu Anna), bo to symbol „ubezwłasnowolnienia”. Nie raz i nie dwa bohater – pieśniarz zaznacza jak ważne są dla niego tradycyjnie pojęte damskie i męskie role. Jest dla niego raczej oczywiste, że mężczyzna, a zwłaszcza artysta, powinien mieć w związku dominującą pozycję. W gorzkiej rozmowie ojciec bohatera, ku jego wielkiemu zaskoczeniu, dostrzega w takiej postawie wytrwałą ucieczkę przed odpowiedzialnością. Co więcej, wyemancypowana jak na tamte czasy Anna wydaje się w tej kwestii do pewnego momentu z Andrzejem dość pokornie zgadzać. Walka o własną tożsamość nakłada się na inne mentalne i psychiczne ograniczenia, chęć obrony wolności wikła się w jeden węzeł z poczuciem pewnej kulturowej odrębności. Te sprzeczności dążeń i osobowości bohaterów ukazane są na wyrazistym tle ówczesnej codzienności, która nie jest tak przygnębiająca, jak w wielu utworach opiewających PRL jako jedno wielkie posępne więzienie. Nie jest to też w żadnym razie naiwnie opisana sielska kraina utraconej szczęśliwości i młodości. Być może kluczowa jest tu kondycja artysty, który zażarcie i szczerze broni swej nie tak łatwo wywalczonej niezależności, owej „lekkości bytu”, która w tym przypadku nie wydaje się znowu tak lekka. Andrzej twardo walczy o swe prawo do swobody bez względu na możliwe straty, a w kluczowym momencie sam sobie zarzuca „tchórzostwo”. W końcu wątpiąc w swą słuszność zapłacze. Łzy są spóźnione. Być może ważne jest, że w ogóle się pojawiły. Owszem – puenta wydaje się melodramatyczna właśnie. Ale czyż życie nie bywa absurdalnie melodramatyczne, niekoniecznie w dobrym guście – sugeruje autor.

Tomasz Jopkiewicz, Nowe Książki, KINO

Sławomir Zygmunt, „Anna oraz inne klubowe opowiastki”, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2019

Książkę "Anna oraz inne klubowe opowiastki" można kupić w księgarniach, Empikach, ale najłatwiej można ją kupić przez Internet  Kliknij  https://www.ceneo.pl/88625428

Pewnego razu w Hybrydach - ze Sławomirem Zygmuntem rozmawia Tomasz Zapert/Agencja Informacyjna


To moja historia - wywiad ze Sławomirem Zygmuntem


Anna oraz inne klubowe opowiastki

Klub Hybrydy -  Beata Przedpełska, Tygodnik Polski Melbourne

Pin It