Studiuje prawo. Jest modelką. Gra na fortepianie. Trenowała także aikido, wschodnią sztukę walki.
Sławomir Zygmunt: W najnowszej komedii "Girl Guide" Juliusza Machulskiego grasz rolę Kingi, dziewczyny, która bardzo chce się wydać za amerykańskiego biznesmena. Jest to twój filmowy  debiut. Jak doszło do tego, że dostałaś tę rolę? Renata Gabryjelska: Kiedyś w programie telewizyjnym "Pogaduchy do poduchy" przeprowadziłam wywiad z Cezarym Pazurą. Tam wypatrzyła mnie Renata Pajchel, która - jako producent filmu "Girl Guide" - poszukiwała aktorów do tego filmu. Potem zadzwoniła do mnie i zaprosiła mnie na zdjęcia próbne. Po trzecim, ostatnim etapie przeżyłam moment niepewności, ale po dwóch tygodniach zadzwonił operator Witold Adamek i powiedział mi, że dostałam rolę Kingi.
Studiujesz prawo na Uniwersytecie Warszawskim i jesteś modelką. Jak trafiłaś do tego zawodu? W 1993 roku zostałam pierwszą Wicemiss Polonia. Po konkursie wyjechałam do Paryża i przez rok pracowałam we Francji jako modelka dla agencji Metropolitan. Po powrocie do Polski związałam się z agencja Model Plus.
Czy wiążesz swoją przyszłość z zawodem modelki? Raczej nie, choć modzie poświęcam dużo czasu. Wiąże się to z próbami, pokazami, wyjazdami. Dzięki modzie od dłuższego czasu samodzielnie się utrzymuję. Wracając do pytania, to chciałabym skończyć studia, to jest dla mnie najważniejsze, potem zobaczymy. Może praca w telewizji, może w radiu. Pomyślę.
A zawód aktora? Zdawać do szkoły aktorskiej nie zamierzam. Natomiast jeśli dostanę jeszcze jakaś prozycję zagrania w filmie, to oczywiście zagram.
Jak spędzasz wolny czas? Zwyczajnie, tak jak wszyscy. Oglądani dużo filmów, czytam dobre książki, chodzę na basen. W wolnych chwilach gram na fortepianie, skończyłam szkołę muzyczną.
Podobno trenowałaś aikido. To sztuka samoobrony, której mistrzem jest znany aktor Steven Seagal. Może nie jestem tak groźna jak Seagal, ale w razie czego poradzę sobie.
Widać to w filmie. W jednej scenie nokautujesz fałszywego narzeczonego. Czy identyfikujesz się z Kingą, bohaterką "Girl Guide"? Muszę się przyznać, że w pierwszej chwili postać Kingi nie wzbudziła mojego zachwytu. Miałam wrażenie, że to taka słodka, bezradna idiotka, która nie rozumie, co się dokoła niej dzieje. Dopiero gdy przeczytałam kilka razy scenariusz, odkryłam w nim "drugie dno". Kiedy Kinga po raz pierwszy odwiedza Józka, między nimi nie ma w ogóle kontaktu. Oni są z dwóch różnych światów. Kinga jest pod dużym wpływem tego bogatego Amerykanina. Ładnie się wypowiada, pokazuje zdjęcia, udaje kogoś, kim nie jest. Dopiero później, kiedy zaczynają się kłopoty, Kinga zaczyna się zmieniać. Przestaje szpanować i zdejmuje maskę "światowej" kobiety, którą zresztą nigdy nie była. Wtedy okazuje się, że jest nie tylko ładną, ale i sympatyczną, dowcipną dziewczyną.
Jak przebiegała współpraca z reżyserem Juliuszem Machulskim? Dobrze. Słuchałam go bardzo uważnie, ale zdarzało się, że mieliśmy z Pawłem Kukizem swoje sugestie, własne rozwiązania poszczególnych scen w filmie. Przedstawialiśmy je panu Juliuszowi Machulskiemu i on często z nich korzystał.
Rozmawiał: SŁAWOMIR ZYGMUNT, Tele Magazyn, luty 1996
MURZYNI I GÓRALE Do Józka (Paweł Kukiz), absolwenta filologii angielskiej, zgłasza się Kinga (Renata Gabryjelska), młoda, piękna dziewczyna. Chce się szybko nauczyć angielskiego, by wyjechać z narzeczonym - amerykańskim biznesmenem - do USA. Chłopaka dosłownie skręca z zazdrości, gdy Kinga mówi mu, jaka to ona jest szczęśliwa, bo zakochał się w niej nieprzytomnie. Po kilku dniach narzeczony znika w tajemniczych okolicznościach. Józkowi nie pozostaje nic innego, jak pomóc zrozpaczonej dziewczynie go odnaleźć. Wplątuje się przez to w międzynarodową szpiegowską aferę. Taki jest punkt wyjścia "Girl Guide", najnowszej komedii Juliusza Machulskiego. W filmie znajdujemy cytaty z komiksów, z modnych filmów sensacyjnych, a także nawiązania do poetyki graffiti. Wszystko to jednak Machulski przewrotnie poodwracał, poprzekręcał i dlatego "Girl Guide" pozostaje dziełem spójnym i oryginalnym. Wizyty pięknej Kingi u Józka to przecież nic innego, jak cytaty ze słynnego "Słomianego wdowca" B. Wildera, zaś spotkanie chłopaka z wujem góralem to pastisz "Ojca chrzestnego". Machulskiemu udało się całą tę szpiegowsko-romantyczną historię mocno osadzić w Polsce. W "Girl Guide" nie oglądamy więc luksusowych willi, ekskluzywnych hoteli, bajecznie drogich samochodów. W filmie bohaterowie poruszają się starym Tarpanem, a miejscem akcji są zakurzone piwnice, garaże i odrapane, brzydkie mieszkania. Szefem terrorystów jest sympatyczny Arab, z którym można się dogadać... po polsku. Zaś zawodowi mordercy są jacyś tacy swojscy i dają się łatwo przechytrzyć. Również Józek nie stara się udawać supermana w stylu Sylvestra Stallone. Motorem jego działania nie jest siła mięśni lecz intelekt. Z pochodzenia jest góralem. Co okazuje się nie bez znaczenia, bo dzięki rozlicznej rodzinie (rozsianej zwłaszcza po Ameryce) i zwykłej góralskiej solidarności - udaje mu się rozwikłać całą zagadkę. Tak więc dzięki filmowi Machulskiego świat dowie się, że oprócz mafii sycylijskiej i rosyjskiej istnieje jeszcze jedna: mafia polskich górali. Okazuje się, że jak jesteś góralem, człowieku, to nie zginiesz w świecie. "Girl Guide" ma świetną oprawę muzyczną. Kilka swoich piosenek śpiewa Paweł Kukiz, poza tym w filmie występuje jamajski zespół reggae Twinkle Brothers oraz góralska kapela Trebunie-Tutki. Scena, w której Murzyn śpiewa (z towarzyszeniem górali) łamaną polszczyzną song o Janiczku - należy do najlepszych w filmie. "Girl Guide" na XX Festiwalu Polskich Filmów zdobył Grand Prix oraz Nagrodę Publiczności. Paweł Kukiz otrzymał nagrodę za debiut aktorski. Sławomir Zygmunt
Pin It